Turystyka rowerowa

Nie będę przekonywać do aktywnego spędzania czasu, bo chyba to jest oczywiste. Kto tego nie rozumie (najczęściej mówi "nie mam czasu", co tak naprawdę oznacza "nie chce mi się"), ten ma prędzej czy później brzuch wielki jak piłka lekarska, bądź też jest tak chudy, że wiatr go zwieje z drogi. Drogi czytelniku, mam nadzieję, że w chwili gdy czytasz te słowa ja sam już nie należę do którejś z tych dwóch kategorii ludzi! Jeżeli tak jest to znaczy, że upłynęło już dużo wody (chyba ścieków) w Kłodnicy.

Turystyka kwalifikowana


Kościół drewniany w Łaziskach
Turystyka kwalifikowana jest to rodzaj turystyki, nastawinej na zdobywanie odznak turystycznych. Są wśród nich i łatwe do zdobycia odznaki, np. "Turysta Ziemi Wodzisławskiej", do zdobycia której wystarcza zwiedzenie kilkunastu miejscowości, Miejskiego Muzeum w Wodzisławiu i udzial w przynajmniej dwóch rajdach organizowanych w okolicy przez PTTK. Inne natomiast są bardzo trudne; aby zdobyć odznakę "Dużego Rarju Dookoła Polski" należy przejechać (niekoniecznie w jednym odcinku) ściśle określoną trasę o długości prawie 4 tysięcy kilometrów wzdłuż granic Polski. Są odznaki wielostopniowe, które niektórzy zdobywają całe życie: najwyższy stopień "Kolarskiej Odznaki Pielgrzymiej" dotychczas zdobyło zaledwie kilka osób w Polsce.
Poniżej przedstawiam wykaz odznak turystycznych dotychczas zdobytych przeze mnie, z których najbardziej sobie cenię "Szlakiem Zamków w Polsce - stopień brązowy" (zwiedziłem 103 zamki na rowerze), "Kolarska Odznaka Pielgrzymia - stopień srebrny" (około 680 kościołów i klasztorów) oraz "Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień Duży Złoty". W tej chwili (listopad 2007) przejechałem na rowerze prawie 37 tysięcy kilometrów.

Moje odznaki turystyczne

rok odznaka
1992 Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień brązowy
Odznaka Turystyczna Ziemi Wodzisławskiej
1993 Zasłużony Dla Rozwoju Ziemi Raciborskiej
1994 Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień srebrny
Kolarska Odznaka Pielgrzymia - stopień popularny
Turysta Ziemi Rybnickiej - stopień mały
1996 Kolarska Odznaka Pielgrzymia - stopień brązowy
Kolarska Odznaka Dookoła Województwa Katowickiego
1998 Turysta Ziemi Rybnickiej - stopień duży
Turysta Przyrodnik - stopień polularny
Odznaka Krajoznawcza Województwa Katowickiego - stopień I
Regionalna Odznaka Krajoznawcza - stopień brązowy
Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień złoty
2000 Turysta Ziemi Gliwickiej - stopień brązowy
ROK Szlakiem Krzyży Pokutnych
50-lecia PTTK
Turysta Przyrodnik - stopień brązowy
2001 Drewniane Budownictwo Sakralne na Śląsku
Odznaka Krajoznawcza Ziemi Jastrzębskiej - stopień srebrny
Odznaka Krajoznawcza Ziemi Jastrzębskiej - stopień złoty
1000-lecia po Ziemi Kieleckiej - stopień brązowy
Turysta Przyrodnik - stopień srebrny
Szlakiem Zamków w Polsce - brązowa
Kolarska Odznaka Pielgrzymia - stopień srebrny
2003 Turysta Ziemi Tarnogórskiej - stopień mały
Turysta Ziemi Gliwickiej - stopień srebrny
2004 Szlakiem Leśniczówek - stopień srebrny
Szlakiem Architektury Drewnianej Woj. Śląskiego - stopień brązowy
Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień duży srebrny
2005 Szlakiem Leśniczówek - stopień srebrny
OTK im. Żwirki i Wigury
Odznaka Turystyczna Ziemi Raciborskiej
Odznaka Jana Nepomucena - stopień brązowy
Przyjaciel Radlina
Przyjaciel Ziemi Lubuskiej - stopień I
2006 Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień duży złoty
Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień brązowy (po raz drugi)
Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień srebrny (po raz drugi)
Odznaka 100-lecia Turystyki Akademickiej
Szlakiem Architektury Drewnianej Woj. Śląskiego - stopień srebrny
Odznaka Jana Nepomucena - stopień srebrny
Pszczyńska Odznaka Krajoznawcza - stopień pierwszy
Pszczyńska Odznaka Krajoznawcza - stopień drugi
Przyjaciel Cieszyna - stopień brązowy
Rajd Kolarski Dookoła Województwa Bielskiego
Krzyże Pokutne w Polsce - stopień popularny
Turysta Przyrodnik - stopień złoty
Szlakiem Drewnianych Kosciołów Opolszczyzny - stopień brązowy
2007 Turysta Powiatu Mikołowskiego - stopień brązowy
Turysta Powiatu Mikołowskiego - stopień srebrny
Turysta Powiatu Mikołowskiego - stopień złoty
Szlakami Generała Józefa Bema - stopień popularny
Kolarski Rajd Dookoła Ziemi Bialskiej
Regionalna Odznaka Krajoznawcza Ziemi Prudnickiej - stopień brązowy
Odznaka Krajoznawcza Ziemi Gdańskiej
Morska Odznaka Krajoznawcza - stopień srebrny
Miłośnik Gdańska - stopień pierwszy
Miłośnik Gdyni - stopień błękitny
Szlakiem Rynków i Ratuszy w Polsce - stopień Popularny
Szlakiem Cystersów w Polsce
Odznaka Jana Nepomucena - stopień złoty
Rok Szlaków Turystycznych PTTK
Szlakiem Architektury Drewnianej w Polsce - stopień brązowy
Szlakiem Kościołów Drewnianych Opolszczyzny - stopień srebrny
2008 Kolarska Odznaka Turystyczna - stopień złoty (po raz drugi)
Kolarska Odznaka Pielgrzymia - stopień złoty
Turysta Przyrodnik - Jubileuszowa
Wędrówki ze Świętym Florianem
Młodzi Silni Weseli - stopień brązowy
Krzyże Pokutne w Polsce - stopień brązowy
Szlakiem Rynków i Ratuszy w Polsce - stopień brązowy
2009 Szlakiem Zabytków Światowego Dziedzictwa UNESCO - stopień brązowy
Aleksandra Janowskiego - I Stopień
Aleksandra Janowskiego - II Stopień
W 90 Rocznicę Niepodległości 1918-2008
Turysta Ziemi Lublinieckiej - stopień brązowy
Turysta Ziemi Lublinieckiej - stopień srebrny
Turysta Ziemi Lublinieckiej - stopień złoty
Im. Błogosławionej Edyty Stein - Świętej Benedykty od Krzyża
Odznaka Jana Nepomucena - stopień diamentowy

Aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat wielu odznak turystycznych, zapraszam na strony PTTK zredagowane przez Roberta Respondowskiego (również pracownika Politechniki Śląskiej, instytut fizyki!) oraz stronę Komisji Turystyki Kolarskiej "Sokół" Radlin.

Komisja Turystyki Kolarskiej "Sokół" Radlin


Święto Roweru Radlin - 2001 rok
Pod koniec lat osiemdziesiątych kilku przyjaciół postanowiło wspólnie jeździć na rowerze, a przy okazji zdobywać odznaki turystyczne i to był początek naszej sekcji rowerowej. Już od samego początku prowadzona jest klasyfikacja na najaktywniejszego kolarza, a zwycięzca zdobywa przechodni Puchar Burmistrza Miasta Radlina. W ciągu kilkunastu lat stał się jednym z najprężniejszych ośrodków turystyki kolarskiej w Polsce; w latach 2000-2002 zdobywał tytuł Najlepiej Pracującej Sekcji Turystyki Kolarskiej w Polsce, a w latach 2005-2006 jest najlepszym Klubem Turystyki Kolarskiej w Polsce! Zasługa w tym licznej kadry Przodowników Turystyki Kolarskiej (około 45, w tym i ja) i ich aktywności. Co roku ma miejsce około 300 wycieczek rowerowych, w tym kilkanaście wielodniowych. Wiele rajdów jest ogólnodostępnych, więc biorą w nich członkowie innych grup kolarskich z regionu, a nawet z zagranicy, a także zwykli miłośnicy dwóch kólek. Do największych należy "Święto Roweru", w którym bierze udział do 500 uczestników. Na każdej z tych imprez rowerowych jest wiele konkursów sprawnościowych (np. żółwia jazda, rowerowy tor przeszkód, wielobój sprawnościowy, konkurs krajoznawczy) z atrakcyjnymi nagrodami. Nie raz do wygrania był nawet rower! Wiele informacji na temat naszego klubu można znaleźć na stronie KTK "Sokół" Radlin. Wszystkich amatorów zarówno rowerowej rekreacji jak i dłuższych wycieczek zapraszamy!

Moje wycieczki wielodniowe

W tym miejscu w skrócie opisuję tylko najciekawsze wycieczki rowerowe, głównie wielodniowe. Z najciekawszych jednodniowych wymienię następujące: pielgrzymka do Piekar (154 km gdy miałem 17 lat), spory fragment Rajdu Dookoła Województwa Katowickiego (Trzebinia - Babice - Bestwina - Oświęcim - Pszczyna - Rybnik - Czyżowice - też ponad 150 km), szlakiem drewnianych kościołów opolszczyzny (164 km), moja rekordowa (z 2005 roku) trasa z Czyżowic na zamek w Będzinie i z powrotem; było tego 201 kilometrów i to ze zwiedzaniem licznych kościołów i familoków w miastach Górnego Śląska i Zagłębia. Tych wycieczek było setki.
Poniższa mapa pokazuje gdzie już byłem na rowerze. Każda Czerwona kropka oznaczaja jeden dzień wycieczki wielodniowej (duże czerwone kropki oznaczają wycieczki co najmniej sześciodniowe, nie będące wycieczkami "objazdowymi). Jednodniowe wycieczki to niebieskie kropki. Większe kropki na terenie południowej Opolszczyzny i Czech znaczą, że o te rejony zahaczałem nawet kilkadziesiąt razy (do Czech mam ponad 8 kilometrów, do granicy Woj. Opolskiego około 35). Ogromna "kropa" na terenie Ziemi Rybnickiej, Wodzisławskiej i Raciborskiej świadczy o tym, że bez przerwy tam jeżdżę.

1993, 18-21.07 Jura Krakowsko - Częstochowska


Częstochowa - 1993 rok

Pierwsza wielodniowa wycieczka, w kórej brałem udział, była po Jurze Krakowsko Częstochowskiej. Pomimo małego doświadczenia i młodego wieku sam ją zorganizowałem pod kątem zwiedzania zamków i kościołów. Było nas dwóch uczestników (ja i Darek). W sumie w 4 dni zrobiliśmy ok. 450 kilometrów, zwiedzili 16 zamków i kilkadziesiąt kościołów, w tym Kościół i Klasztor Jasnogórski. Przyjeżdżając pierwszego dnia do schroniska w Zawierciu-Karlinie zdziwienie: schronisko nieczynne! A miesiąc wcześniej zamawiałem w nim noclegi przez telefon! Na szczęście były gospodarz przyjął nas do tego schroniska. Oj, widać że dawno w nim nie nocowano. Kuchnia na szczęście działała i prysznice też (nawet ciepła woda!) ale w sypiakni spośród kilkudziesięciu łóżek ledwo udało się znaleźć dwa nadające się do spania bez obrzydzenia! W ostatnim dniu miało miejsce sympatyczne zdarzenie - w okolicach Pilicy, na najdalszych krańcach ówczesnego Województwa Śląskiego spotkaliśmy innych członków naszej sekcji, jadących w przeciwnym kierunku! Ciągle mi się wydaje że świat jest mały, miesza na nim z kilka milionów ludzi, a ziemia... a kto powiedział, że jest okrągła? Bo już uwierzę, że Australijczycy chodzą do góry nogami! Wogóle nie istnieją!

1996, 27-28.07 Sieraków


Kościół w Barucie koło Jemielnicy (droga powrotna)

Kolega ze studiów (Darek ale nie ten co z Częstochowy) grał w zespole muzycznym. Aby się pochwalić swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami zaprosił parę osób z naszej grupy do siebie na "potańcówę" do muzyki jego zespołu. Ja się zdecydowałem pojechać na rowerze. W dwa dni było tego 253 kilometry. Niby nie tak wiele ale po zabawie siedzieliśmy do rana w pokoju i sobie gadali a ja już tylko myślałem "ludzie, idźcie już spać, ja jutro muszę wrócić do domu". W końcu oni zamiast pójść spać to... poszli bezpośrednio na pociąg do domu! W tym miejscu wielkie dzięki dla Darka za nocleg. Podobno spałem w sypialni od Twoich rodziców. Gdzie Ty ich wygoniłeś? Spali w stodole pilnując mojego roweru? Ach ta staropolska gościnność... Jadąc z powrotem zwiedziłem m. in. kościół i klasztor w Jemielnicy oraz Górę Świętej Anny. Akurat w tym dniu była pielgrzymka więc trudno było o spokojne zwiedzanie. Za to pamiętam dłuuugi zjazd z góry!

1997, 15-18.07 Wielkopolska


Biskupin też zwiedziliśmy

No, niemal drugi koniec Polski. Zenek był wtedy pionierem w używaniu samochodowych bagażników na rowery. Ponieważ nas jechało czterech (jeszcze Bogdan F. i Piotr M. - to może wyglądać dziwnie ale będę się posługiwać czasem pierwszymi literami nazwiska bo sporo imion może się powtarzać) a bagażnik był tylko na trzy koła (po polsku: rowery) to czwarty musieliśmy porozkręcać i wrzucić do bagażnika. Jak na razie, była to chyba jedna z najweselszych ekip z jaką było mi dane podróżować. Każdy dzień kończył się w restauracji przy bilardzie i gadaniu o byle czym. A program zwiedzania był bardzo interesujący.

Wjeżdżamy na rynek w Poznaniu
W sumie 427 km na rowerze a w tym: Wielkopolski Park Narodowy, Poznań, Ostrów Lednicki, Gniezno (i to nie raz), Biskupin, Giecz (romańskich kościołów jest naprawdę niewiele w Polsce) a także przejechaliśmy krótką pętelkę w okolicach Ostrzeszowa jadąc na miejsce.
To był rok ogromnych powodzi w Polsce. Początkowo mieliśmy jechać do Wrocławia ale Wrocław był zalany. Pod Poznaniem też sucho nie było. W pierwszym dniu nasz dosięgła taka ulewa, że przez pierwsze 10 minut jazdy w ścianie deszczu nikt się nie odzywał. Gdy jednak woda, którą byliśmy już nasiąknięci, nagrzała się od nas, to potem już tylko się śmialiśmy! W butach chyba były żaby a nasz strój ważył dobrych klika kilogramów (wody) więcej!

1998, 16-19.07 Kotlina Kłodzka

Kierownikiem trzyosobowej wycieczki był Bogdan F., specjalista od pociągów, parowozów, ciuchci i wagonów. Dlatego w tamta stronę jechaliśmy pociągiem. Co to były za czasy gdy z Rybnika można było bezpośrednio dojechać do Ząbkowic, a nawet dalej... Teraz każdy jest wygodny, ma auto, więc PKP zamyka kolejne linie. Była to pierwsza wycieczka na której były konkretne górki. W drugim dniu wjeżdżaliśmy z Wambierzyc na przełęcz w pobliżu Zielińca (Stołogórski Park Narodowy) jakieś 400-500 metrów różnicy. Nowicjusz w nasym gronie, Staszek S., bardzo dobrze sobie dawał radę. Ja miałem język aż do ziemi. Dwa pierwsze noclegi były w schronisku w Kłodzku. Fajni goście byli w naszym pokoju, chcieli zwiedzać jakieś poniemieckie bunkry. Jednego dnia jeden z nich wrócić w środku nocy bo mu latarka zgasła gdy zwiedzał te bunkry! My w tym czasie oprócz Zielińca zaliczyliśmy Bardo, Kłodzko, kaplicę czaszek w Kudowie-Czermnej, skansen w Pstrążnej i parę sporych pagórków. Ostatnie dwa dni to powrót przez południową opolszczyznę: Paczków, Otmuchów, Nysa, Głuchołazy (moi kumple uparli się aby skoczyć do Czech na piwo, nie pierwszy raz podczas tej wycieczki, zresztą, czekałem na nich po polskiej stronie prawie godzinę! brzuchacze jedni...). Nocleg mieliśmy w Łące Prudnickiej, a potem już prosto do domu przez Głubczyce i Racibórz. Razem 363 kilometry ale przede wszystkim, jak zwykle, mnóstwo zwiedzania. Acha, nikt wtedy nie miał aparatu fotograficznego (takie czasy wtedy były) ale Bogdan miał... kamerę!

2000, 20,22-26.07 Euskirchen k. Bonn, Niemcy


Bad Munstereifel

Mój jeden z najlepszych kolegów mieszka w Niemczech. No to zaprosił mnie na "byzuch", czyli odwiedziny. Ja oczywiście zabrałem ze soba książeczki turystyczne i rower od Łukasza wreszcie poznał co to znaczy jazda! Jeżdżenie na rowerze po Niemczech to zupełnie inna historia, zupełnie jak raj dla rowerzystów! Liczne ścieżki rowerowe i dobrze oznakowane, specjalne drogi i przejazdy przez ulice, no i kultura wśród kierowców, nie spotykana w Polsce. Tam naprawdę warto pojeździć! Miałem tam niewiele czasu ale byłem w stanie przez sześć dni pojeździć po okolicznych miasteczkach. Co mi się podoba w Niemczech to to, że nawet zwykłe miasteczka wyglądają niesamowicie zadbane, sama przyjemność przechadzać się po ich uliczkach. Spośód zabytkowych to wymienię Bad Munstereifel (czekałem tam 2 godziny na Łukasza, obiecał że tam przyjedzie autem. Łukasz, słowo to słowo,majster!), Satzvey i pałac Augustusburg w Bruhl. Byłem już tylk o10 kilometrów od Koln, jak ja chciałem podjechać pod tamtejszą katedrę! Do "Kolarsiej Odznaki Pielgrzymiej" jest to obiekt obowiązkowy na jedne z najwyższych stopni! Niestety, tak wtedy lało że nie dojechałem, musiałem się wrócić. W sumie 181 kilometrów. Niedużo ale jest już pierwsza sześciodniowa wycieczka na stopień Duży Srebrny do Kolarskiej Odznaki Turystycznej!

2001, 10-13.07 Kielecczyzna


Zamek "Krzyżtopór" w Ujeździe

Jeden z naszych klubowych liderów w organizacji wycieczek, Bogdan T. ze mną i Staszkiem M. pojechali do Kielc. Stamtąd na południe, mnóstwo zwiedzania: Jaskinia Raj, zamek w Chęcinach, skansen w Tokarni, klasztor Cystersó w Jędrzejowie, Sancygniów, Pińczów... A to był dopiero pierwszy dzień! Drugi dzień był dniem zamków. Najpierw w Szydłowie zwiedziliśmy nieliczne w Polsce zachowane w całości mury miejskie, potem ładnie odremontowany zamek (obecnie pałac) w Kurozwękach no i potężne ruiny zamku "Krzyżtopór" w Ujeździe. Podobno kiedyś w głównej sali sufit oraz ściany to było jedno wielkie akwarium a konie jadły z marmurowych żłobów! Niesamowite wrażenie wywarł ten zamek na każdym z nas. W trzecim dniu czekał nas podjazd na górę Święty Krzyż. Patrząc na mapę nie uśmiechało mi się to: musieliśmy bowiem objechać górę i podjechać kilkanaście kilometrów cały czas pod górę. Na dodatek mój żołądek miał inne plany co do spędzenia dnia niż ja. Na szczęście Bogdan zadecydował że możemy podejśc szlakiem pieszym pod górę a to było jedynie nieco ponad 2 kilometry.

Podeszliśmy na Św. Krzyż (na zdjęciu Staszek i Bogdan)
Ostatni nocleg miał być w schronisku w Świętej Katarzynie ale... okazało się zamknięte. Na szczęście dzisiaj o nocleg nietrudno i w ten sposób nocowaliśmy u prywatnych ludzi. następnego dnia miałem szybsza pobudkę od moich kolegów bo musiałem jechać rano prosto na dworzec kolejowy w Kielcach, gdyż w następnym dniu mój kolega miał ślub i mnie tam nie mogło zabraknąć. Koledzy, już beze mnie, pojechali jeszcze na Ostrowiec Świętokrzyski i wrócili do domu późnym wieczorem. W sumie pokonałem 380 kilometrów na rowerze.

2003, 14-19.06 Gliwice - Czechowice
43 OGÓLNOPOLSKI ZLOT PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI KOLARSKIEJ


Liczna ekipa "Sokoła" Radlin na zlocie

Ani dnia wytchnienia! Dzień wcześniej wróciłem z konferencji a tu kolejny wyjazd! Na szczęście organizator, Andrzej, wyjazd zaplanował dopiero na jedenastą. Na mecie zlotu było kilkuset kolarzy z całej Polski w tym kilkunastu z naszej sekcji. Byliśmy wyróżniającą się grupą, bardzo wesołą i zgraną. W ciągu dnia wyruszaliśmy na wycieczki, każdy wedle własnych chęci (było wiele wariantów do wyboru), a wieczorem siadaliśmy przed naszymi domkami kempingowymi i wspólnie rozmawialiśmy, głównie o naszych wycieczkach rowerowych. Dzięki tej wycieczce zdobyłem odznakę Turysta Ziemi Gliwickiej Stopień Srebrny oraz Turysta Ziemi Tarnogórskiej Stopień Mały. W tym celu zwiedziłem m. in. Muzeum w Tarnowskich Górach, zabytkową kopalnię srebra oraz Sztolnię Czarnego Pstrąga tamże. 390 kilometrów i sporo kontaktów z przodownikami urystyki kolarskiej z całej Polski.

2003, 4-9, 11-12.08 Wurzburg (Niemcy)


oznakowanie dróg rowerowych w Wurzburgu
I znowu Niemcy, tyle że tym razem Północna Bawaria.Dokładnie Frankonia (nazwać Franka bawarczykiem to tak jak nazwać Zagłębiaka Ślązakiem i na odwrót!). Korzystając z gościnności przyjaciółki, miałem okazję aż przez osiem dni "wycieczkować" na rowerze po okolicy, nocując w dzielnicy Wurzburga - Versbach. A jest tam bardzo pięknie, zabytkowe miast Wurzburg z kilkudziesięcioma zabytkowymi kościołami, ogromnym pałacem, górującą nad miastem fortecą Marienberg i zabytkowym układem miasta. Okoliczne miasteczka i wioski są przepiękne! Mi się najbardziej podobały Dettelbach oraz Sommerstein. Kilka zdjęć znajduje się w tym miejscu. Upały były nieludzkie, w ciągu dnia temperatura dochodziła do 35 stopni w cieniu (!). Po dwóch godzinach jazdy na za małym dla mnie rowerze ze zmęczenia już zapominałem jak się nazywam i jedyne o czym myślałem to powrót do mieszkania i chłodna kąpiel... Dopiero po zmroku robiło się chłodniej. Co ciekawe, w Niemczech inaczej niż w Polsce, jazda po chodniku na rowerze jest obowiązkowa! Już wolę jechać po normalnej drodze. W Niemczech to bezpieczne bo kierowcy przestrzegają przepisy drogowe, a już szczególnie ostrożnie traktują pieszych i rowerzystów. W sumie 203 kilometry (orientacyjnie, rower bowiem nie miał licznika) ale wrażeń krajoznawczych aż przesyt! No i to oznakowanie ścieżek rowerowych, marzenie! Chociaż u nas z roku na rok też jest coraz lepiej pod tym względem.

2005, 26-29.05 Sulęcin (Lubuskie)
45 OGÓLNOPOLSKI ZLOT PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI KOLARSKIEJ


Nasza czwórka przy kaplicy Templaruszy w Chwarszczanach

Lubuskie jest niedoceniane przez turystów. Może to i lepiej bo tereny tamte sa niemal dziewicze! Tam nie ma takiego tłoku jak w Zakopanem albo ciągu mcDonaldsów czy innych barów z prostym jedzeniem. Po raz pierwszy od dobrych kilku lat zobaczyłem w sklepie oranżade w małej butelce za 50 groszy, a nawet raz za 40 groszy! Jak za starych czasów. A wjeżdżając do wiosek miałem wrażenie że cofnąłem się w czasie nie przed drugą, ale nawet przed pierwszą Wojnę Światową! Całe wioski stoją w niezmienionym czasie od co najmniej osiemdziesięciu lat, jak na starych niemieckich pocztówkach! W wielu nie zbudowano ani jednego nowego domu po drugiej wojnie! W każdej, choćby najmniejszej wiosce, znajduje się zabytkowy kościół. A te są naprawdę różnorodne: ceglane lub kamienne, otynkowane lub nie, gotyckie, barokowe i inne.
Z naszego klubu było nas siedmiu na zlocie. trójka kolegów dojechała pociągiem i nocowała na campingu, a nas czterech załadowało rowery na dach samochodu (Andrzej powinien dostać Nagrodę Nobla za opracowanie "systemu montażu CZTERECH rowerów na dachu Lanosa")i po drodze zaliczaliśmy w ten sposób zabytki klasy międzynarodowej (dawne klasy zero): drewniany kościół ewangelicki w Jaworze, kościół w Legnickim Polu, pałac w Żaganiu oraz inne nie mniej ciekawe zabytki (Kożuchów, Szprotawa). W Sulęcinie nocowaliśmy w najtańszym hotelu (Chorbry) w jakim było mi dane spać. 30 złotych za dobę! A zamówienie posiłku to też "groszowe" sprawy, już jednak nie pamiętam ceny.

Zasłużony odpoczynek na ośrodku "Kormoran" po całodziennych wycieczkach
W pierwszym i ostatnim (czwartym) dniu odbywaliśmy jedynie niewielki rekonesans po okolicy (trzeba było w końcu przyjechać z domu a potem wrócić), pozostałe dni natomiast zwiedzanie na całego: już drugiego dnia 111 kilometrów w pełnym słońcu (termometr przy drodze wskazywał, że w słońcu było 54 stopnie!). Brawa dla Łukasz, syna Andrzeja, który mając 11 lat nie zostawał w tyle za nami pomimo żaru lejącego się z nieba i całkiem sporego kilometrażu! Przejechaliśmy najpierw w pobliżu poligonu. Nie wiem jak to możliwe ale pewne szlaki rowerowe prowadziły przez poligon! Andrzej jako odważny twardziel chciał przejechać tymi szlakami, na szczęście polna droga nas zniechęciła. Może dzięki temu jeszcze żyjemy? Może w tym samym czasie Wojsko Polskie urządzało sobie ostre strzelanie. Dalej zwiedziliśmy Łagów, Świebodzin, Paradyż (kościół i seminarium w dawnym klasztorze) i Międzyrzecz. Z powodu upału nie jechaliśmy na Słońsk, nie zwieziliśmy też Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień (bunkry wybudowane przez hitlerowców, ciągnące się na przestrzeni wielu kilometrów). W następnym dniu upał był jeszcze większy więc zwiedzamy jedynie trzy zamki (Kostrzyn, Boleszkowice, Chwarszczany - bardzo piękne, poniemieckie okolice) i nowo utworzony Park Narodowy "Ujście Warty", po czym wracamy do hotelu. W ten sposób przejeżdżając 233 kilometry, przybyły mi dwa kolejne województwa, zwiedzone na rowerze (Lubuskie i Zachodniopomorskie).

2005, 21-23.07 Oświęcim, Ojców, Kraków, Wieliczka, Niepołomice


Ja i Sebastian - zdobywcy Zamku Królewskiego - Wawelu

To była szybka decyzja, a takie mi nie przychodza łatwo jeśli chodzi o wycieczki rowerowe. Powiedziałem "Sebastian, chciałbyś za tydzień jechać pod Kraków na kilka dni? Ja to zorganizuję" - i tak też zrobiłem. Pobudka o czwartej rano (nie cierpię takiego wczesnego wstawania) aby zdążyć na pociąg zo 4.41 Wodzisławia. Po kilku przesiadkach jesteśmy o ósmej w Oświęcimiu. Szybko zwiedzamy Muzeum Martyrologii po czym jedziemy na trasę. W pierwszym dniu zwiedziliśmy parę zamków (Morsko, Rudno) klasztory w Tyńcu i na Bielanach. Były niezłe pagórki, szczególnie w okolicach Morska. Jak się potem okazało, niepotrzebnie nadłożyłem w jednym miejscu około 14 kilometrów ale dzięli temu Sebastian poprawił sobie życiowy rekord kilometrażu. Nocleg załatwiłem wcześniej w Schronisku Młodzieżowym w Krakowie. Ładne, dwuosobowe pokoje i wysoki standart przypominał raczej tani hotel a nie zwykłe schronisko. Drugi dzień to Ojcowski Park Narodowy (Korzkiew, Ojców, Pieskowa Skała) oraz Śródmieście Krakowa, a ostatni dzień to zabytkowa kopalnia soli w Wieliczce (jak dobrze że przyjechaliśmy rano kiedy nie było żadnych kolejek! kiedy wychodziliśmy z kopalni to kolejka była chyba na

Kopalnia soli w Wieliczce - pod ziemią
40 metrów długa!) a potem spokojne okolice Staniątek (klasztor) i Niepołomic (puszcza, ładnie odnowiony zamek). Wszystko przebiegło zgodnie z planem, przejechaliśmy 286 kilometrów na rowerze a na pociąg powrotny do domu zdążyliśmy! To wspaniale że o 17 (a może o 16? Nie pamiętam) jedzie bezpośredni pociąg z Krakowa do Chałupek! Dzięki temu po 20 byłem w domu i nawet jeszcze nie musiałem załączać światła przy rowerze.
Okolice Krakowa są bardzo dobrze zagospodarowane, ciągle się coś buduje, zabytki sa restaurowane i odbudowywane (Tyniec, Niepołomice). Może trochę brakuje tam naturalnego uroku, czegoś co dawno odeszło (jak np. w Lubuskiem). No ale bliskość Krakowa robi swoje i przynosi w ostatecznym rozrachunku wiele korzyści. Na Wawelu czy w Wieliczce większość turystów stanowią obcokrajowcy. Odruchowo nastawiam ucha. Lubię zgadywać w jakim języku porozumiewają się przechodzący przypadkiem obok mnie turyści. Jeśli to jest język zrozumiały to staram się zrozumieć.

2006, 12-17.06 Cieszyn
46 OGÓLNOPOLSKI ZLOT PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI KOLARSKIEJ


Kubalonka - jedna z paru przełęczy na najdłuższej trasie

Podobnie jak rok temu na zlocie w Sulęcinie, tak i teraz upalna pogoda przywitała uczestników kolejnego Zlotu Przodowników Turystyki Kolarskiej, w tym naszych sześciu uczestników. Ponadto w trakcie zlotu kolejnych kilku członków naszego klubu przybyło do Cieszyna podczas jednodniowych wypadów.
Korzystaliśmy głównie z tras przygotowanych przez ogranizatorów. dziennie przejeżdżalismy 50-80 kilometrów, tylko jedna trasa miała 120 kilometrów. W sumie przejechałem 442 kilometry. Przebiegały one zarówno po polskiej jak i czeskiej stronie, a raz nawet w Słowacji. Było sporo stromych podjazdów ale za to widoki były piękne. Codziennie zwiedzaliśmy wiele obiektów z przewodnikiem, do których często wstęp był bezpłatny dzięki organizatorom zlotu. I tak zwiedzilismy (razem bądź osobno):

  • Cieszyn i Cesky Tesin (muzea, kościoły, Wzgóze Zamkowe itd.)

  • Cisownicę (Izbę Regionalną)

  • Ustroń (Muzeum Kuźnictwa i Hutnictwa)

  • Terlicko (miejsce katastrofy lotników Żwirki i Wigury)

  • Archeopark w Chotebuz (coś podobnego do naszego Biskupina)

  • Skoczów (muzea: Gustawa Morcinka i Jana Sarkandra oraz wzgórze na którym 22 maja 1995 roku Jan Paweł II odprawił mszę świętą)

  • Karvina (śródmieście oraz uzdrowisko w dzielnicy Darkov)

i wiele, wiele innych miejsc, izb regionalnych, izb pamięci i pomników. Zwiedzilismy także kilkanaście drewnianych kościołów, wzięliśmy udział w obchodach Święta Bożego Ciała a ja i Sebastian jednego dnia pojechaliśmy przez Jablunkov (Czechy) do Skalitego (Słowacja) i powrót przez Istebnę i przełęcz Kubalonkę oraz Stecówkę (Polska, oczywiście). Na trasie zaliczyliśmy parę przełęczy.
Jak juz wspominałem, pogoda dopisywała, jedynie w momencie zamknięcia zlotu niebo zrobiło się ciemne po czym Cieszyn pożegnał nas burzą i ulewą.

2006, 12-13.08 Toruń i okolice Łowicza




W 2 dni zwiedziłem 9 zabytków klasy międzynarodowej

Dzięki wspaniałej gościnności koleżanki i jej rodziny mogłem wykorzystać weekend do powiększenia dorobku zwiedzonych obiektów klasy międzynarodowej. Pod tym względem Toruń, nie licząc Krakowa, jest na czele w Polsce. Należą do nich m. in. aż trzy kościoły, jeden piękniejszy od drugiego. Przy okazji uprzytomniłem sobie żeby na wszelki wypadek zawsze zabierać ze sobą rezerwowe baterie do aparatu... bo w przeciwnym wypadku trzeba kombinować...

Toruń to nie tylko kościoły. Przepiękny jest rynek z ratuszem na środku, wspaniałymi kamienicami (najbardzej znane to Dwór Artusa oraz Kamienica pod Gwiazdą) i pomnikiem Mikołaja Kopernika. W obrębie murów miejskich znajdują się także m. in. zabytkowe spichlerze, krzywa wieża i ruiny zamku krzyżackiego. A na południowym brzegu wisły jest kolejny zamek (Dybowskich). W Toruniu zwiedziliśmy także okazały skansen. Dzięki temu, że wypożyczalnia rowerów znajdowała się w samym centrum, mogłem zaliczać obiekty na typowo kolarskie odznaki

W drugim dniu odbyłem krótką trasę po okolicach Łowicza. Okoliczne wsie charakteryzuje znaczne rozrzucenie domostw, w grupach po kilka- kilkanaście. Jedynie centra większych miejscowości są bardziej zwarte. A w samym Łowiczu tez jest sporo do zwiedzania, na przykład ruiny zamku (szkoda że w w fatalnym stanie), katedra oraz kościół ojców pijarów. Tym razem znowy kosztem skromnego kilometrażu (45 km) zwiedziliśmy bardzo dużo obiektów.
Nie wspomniałem także o zaliczonym zabytkowym parku w Arkadii, pałacu w Nieborowie oraz pierwszym spawanym moście w Europie w Maurzycach oraz o dużym skansenie, również w Maurzycach.












2007, 26-27.07 Ziemia Prudnicka


Zamek w Mosznej i okolice

Wiele uroku mają w sobie stare wioski południowej Opolszczyzny. W niektórych ma się wrażenie, jakby człowiek przeniósł się w czasie przed Pierwszą Wojnę Światową i tylko z rzadka przejeżdżające samochody czy słupy energetyczne przypominają, że to już XXI wiek. Właśnie w tamte regiony prowadziła nasza wycieczka, w której brali udział Sebastian Uliczka, Kazik Menżyk i niżej podpisany. Trafiliśmy na czas żniw - wszędzie napotykaliśmy pełno kombajnów i traktorów z przyczepami obładowanymi sianem.
Podczas dwudniowej wycieczki przejechaliśmy 240 km oraz zwiedziliśmy siedem zamków, kilka krzyży pokutnych, kilka miejsc pamięci narodowej i zabytkowe kościoły. Spacerowaliśmy po zabytkowych centrach Nysy, Prudnika i kilku innych miast. Podziwialiśmy Góry Opawskie, zarówno z polskiej strony (Pokrzywna, Jarnołtówek, Głuchołazy) jak i z czeskiej (Zlate Hory, Mikulovice). Warto turystom polecić ładnie wyremontowane schronisko młodzieżowe w Głuchołazach, w którym mieliśmy możliwość nocować. Cieszy fakt, że podczas wycieczki rowery sprawowały się bez zarzutu, atmosfera była udana oraz plan zwiedzania zrealizowaliśmy w 100 procentach.

2007, 18-27.08 XXXVII Centralny Zlot Aktywu Krajoznawczego - Gdańsk


Być może po raz pierwszy członkowie "Sokoła" brali tak licznie udział w Centralnym Zlocie Aktywu Krajoznawczego (CZAK-u). Czwórka z nas (Andrzej, Adam, Tadek i niżej podpisany) wybrała się na zlot samochodem z rowerami już na 4 dni przez rozpoczęciem zlotu, aby Polskę zwiedzać, zwiedzać, zwiedzać... pozostałych dwóch uczestników (Czesiek i Danka Wodeccy) przybyli pociągiem. Nocując w akademikach Uniwersytetu Gdańskiego czulismy się jak studenci!
Sam zlot był świetnie zorganizowany: kolejne dni były poświęcone na: Gdańsk, Gdynię, Hel (dojazd katamaranem) i na Ziemię Kaszubską. W przeddzień zlotu mozna było wziąść udział w dwóch wycieczkach przedzlotowych (do wyboru). Patronat nad zlotem objęło parę znaczących osób z władz regionu i Parlamentu Polskiego.
Podczas całej imprezy byliśmy oprowadzani przez świetnych przewodników. Niemal każdego dnia odbywały się turystyczne odczyty i dyskusje na temat przyszłości PTTK. Aby opisać zwiedzone miejsca i wrażenia nabyte w czasie zlotu, potrzebaby napisać chyba całą książkę. Dlatego wymienię w tym miejscu "wyrywkowo" parę z nich: w Gdańsku nowe Muzeum Bursztynu (chciałbym zagrać bursztynowymi szachami które widzieliśmy!), Muzeum Solidarności i Gdańskie Główne Miasto; w Gdyni port z okrętami wojennymi, potr jachtowy, ORP "Błyskawica" i "Dar Pomorza" oraz wysłuchaliśmy występu zespołu śpiewającego piosenki o morzu. Hel to "koniec" Polski: miejsce w którym morze opływa ląd z trzech stron, a także muzeum rybołóstwa i fokarium. W Pelplinie największy ołtarz w Europie, w Szymbarku najdłuższa deska na świecie itd.
Najwybredeniejsi smakosze byliby zadowoleni, biorąc udział w Biesiadzie Szymbarskiej. Jadła i napitku nie brakowało a wszyscy się świetnie bawili przy muzyce kapeli kaszubskiej.
Parę miesięcy przed CZAK-iem usłyszałem z ust jednego z krakowskich krajoznawców, że to najlepiej zorganizowana impreza krajoznawcza w Polsce. Teraz mogę mu chyba przyznać rację.
Była to wycieczka głównie autokarowa, dlatego najwięcej czasu mielismy na wycieczki rowerowe jadąc do Gdańska i stamtąd powracając (samochód + rowery). Były one krótkie jednak na tyle ciekawe, że mogliśmy zobaczyć wiele zamków i zabytkowych kościołów, na przykład Łęczyca i Tum, Radzyń Chełmiński i Rywałd Królewski, podgdańskie ruiny zamków, Gdańsk Oliwa, Lidzbark Warmiński i Stoczek Klasztorny oraz Płock.

2008, 5-8.08 Drewniana Małopolska: Tarnów - Bartne - Blechnarka - Stary Sącz - Brzesko


W Małopolsce znajduje się spora ilość drewnianych kościołów i cerkwi. Szczególnie piękne sa łemkowskie cerkwie, znajdujące się często w małych, malowniczych wioskach. Jeżeli dodać do tego pojawiające się co jakiś czas przy drodze prawosławne, kamienne krzyże oraz liczne cmentarze z Pierwszej Wojny Światowej to widzimy przed oczami piękny krajobraz, typowy dla gór południowowschodniej Polski.
Te urocze miejsca stały się głównym celem czterodniowej wycieczki, w której udział wziąłem ja i Sebastian Uliczka. Na ponad czterystukilometrowej trasie pojawiły się między innymi następujące miejscowości: Tarnów, Odporyszów, Ciężkowice, Jodłowa, Biecz, Szymbark, Bartne, Blechnarka, Ropa, Stary i Nowy Sącz, Czchów oraz Brzesko. Skosztowaliśmy słonej ale bardzo orzeźwiającej wody w uzdrowisku w Wysowej; pokonaliśmy niejedną przełęcz (przecudne widoki na szczytach wzniesień - przyzwoita kondycja wymagana), wreszcie zwiedziliśmy dwadzieścia drewnianych kościołów i cerkwi.
Wycieczka była bardzo udana i owocna w doznania krajoznawcze. Mieliśmy okazję poznać jeszcze nieodkryty przez rzesze turystów region Polski. W przeciwieństwie do Ustronia czy Zakopanego, w wielu miejscowościach nie było nawet sklepu, a z rzadka ktoś przeszedł jedyną ulicą w wiosce (muszę jednak przyznać, że obejścia były nawet zadbane a wszystkie pola użytkowane). Doszliśmy do wniosku, że kto chce naprawdę odpocząć i się wyciszyć, spacerując od czasu do czasu po łagodnych zboczach gór, może pojechać przykładowo w okolice Bodak na parę dni i zaszyć się w jednej z chatek...

Reasumując...

W naszym regionie (Górny Śląsk) jest wiele sekcji i klubów turystyki kolarskiej. Każdy z nich organizuje kilka lub więcej ogólnodostępnych rajdów w roku. Jest to dobra okazja do spotkania się ze znajomymi oraz do wymiany doświadczeniami turystycznymi. Także mają miejsce różne rywalizacje, np. na najliczniejszą drużynę, czy też wspomniane wcześniej konkursy krajoznawcze albo sprawnościowe.
Obecnie nie jeżdżę zbyt wiele (jakieś 2-3 tysiące km rocznie), ponieważ moja praca naukowa mi na to nie pozwala. Może tak jak niektórzy moi znajomi, na emeryturze sobie więcej pojeżdżę?